Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowieści wróżki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowieści wróżki. Pokaż wszystkie posty

Koszmarny egzamin - - rozdział 38

w studiu dizajnerskim 

 

zwierzenia wiedzmy

Trafiłam! Nie wiem jakim cudem, bo nie było łatwo. Jechałam półtorej godziny, z trzema przesiadkami z Londynu Zachodniego, do Północno – Wschodniego. A tam trzeba znaleźć uliczkę przy dziwacznym skrzyżowaniu. Pod podanym numerem, była drewniana przedpotopowa brama wpasowana w fabryczny budynek równie stary. 
Poczułam dreszczyk emocji. 


Powitanie - rozdział 36

ze śpiewami przy gitarze





















Czy czułam tryumf wynosząc się na moich warunkach? 
Nie. Byłam kosmicznie zmęczona, wyczerpana do cna.
Po czasie dopiero dotarło do mnie, że dałam Chince naprawdę popalić. 
Nie będzie Chinka pluć nam ... .
Nie dość że odebrałam swoje pieniądze, a poprzedniczki wypadały bez wypłaty, co zdradził mi Szczuplutki, a o czym ja intuicyjnie wiedziałam, to jeszcze załatwiłam jej panieństwo dozgonne u wybrańca do założenia kajdan, i zostawiłam jej ten niebotyczny, koszmarny syf bez żadnej pomocy domowej na najbliższy czas, bo sądzę, że żadna nowa nie podjęłaby pracy w takim burdelu, oraz niedokończony abażur i fotel, a tapicer w Londynie kosztuje majątek.

Chinka w żądzy zemsty - rozdział 34

i ja realizująca swój plan krok po kroku


smaki i zapachy emigracji

Z żelazną konsekwencją realizowałam swój plan.
Przemknęłam do łazienki i wzięłam błyskawiczny prysznic, bez zasłonki.
Byłam umówiona z przyjaciółmi u nich w domu, tymi z którymi mieszkałam dużo wcześniej drzwi w drzwi. Zadzwoniłam w trakcie szarpiącej drzwiami Chinki – co tam się u ciebie dzieje? – zareagowała na łomot przyjaciółka. 
- Opowiem Ci jak dojadę.
Dość długo się nie widzieliśmy, bo by dotrzeć tam, musiałam przejechać cały Londyn ze wschodniej strony na zachodnią. Zszokowałam ich opowiadaniem o porąbanej Chince. 
- A tak naprawdę chcę Was zapytać, czy wiecie może kto ma do wynajęcia pokój? Wy bywacie bardziej. 
- My mamy przecież wolny pokój. 
- Czyli mogę się do was wprowadzić w poniedziałek. Poproszę na tyle, ile mi zajmie znalezienie dobrego miejsca dla siebie? 
- Możesz się wprowadzić na dłużej, bo mały śpi w naszej sypialni i to jeszcze potrwa. Jesteś dla nas gwiazdką z nieba, bo mieszkanie jest strasznie drogie, więc będziesz wsparciem w opłatach. Nikogo obcego nie możemy przyjąć na pokój, bo dostajemy dofinansowanie i przepadłoby gdyby fiskus się dowiedział, a potrzebne, bo dokąd ja zajmuję się małym i nie zarabiam, ledwo ciągniemy.
Przyznałam im się, że na to właśnie liczyłam. Bardzo liczyłam.

Wściekła jazda - rozdział 33

Plan na opuszczenie Chinki


rozdział 33 wspomnień Wiedzmy


- Co robisz, co robisz???! - wydarła się
- Kto Ci pozwolił!!!?
- Do tej pory jakoś nie potrzebowałam Twojego pozwolenia na realizacje moich wizji – odparłam zaskoczona.
- Ale ja nie chcę tej lamówki, nie chcę, nie chcę! Masz natychmiast to odpruć!
Krzyczała i tupała z dzieckiem na rękach.
Była w szale najprawdziwszym. Nie nadawała się do dyskusji. Nawet Szczuplutki odwrócił się od komputera zdumiony, co mu się prawie nie zdarzało.
Wyleciałam z pokoju jak z procy. Zamilkła, cisza nastała w całym domu i atmosfera że siekiera by nie przecięła.

Chińskie awantury - rozdział 32

i pasjonujące rękodzieło 


Pomimo, że mój każdy dzień był poszatkowany według uznania Chinki i miałam absolutny zakaz przyjmowania kogokolwiek w domu, radziłam sobie, dorabiając tarotem z dojazdami do klientów. Ścigała mnie wtedy wściekłymi telefonami - Gdzie jesteś? Wracaj natychmiast! Zaraz będziesz mi potrzebna! - więc u klienta wyłączałam telefon rozgrzany do czerwoności.
To że będę miała awanturę po powrocie nie wzruszało mnie, bo awantury i tak były o cokolwiek, jedna więcej w danym dniu nie robiła różnicy. A fakt że przez resztę dnia była dla mnie nieludzka za karę, ignorowałam. Ważniejsze było dla mnie uzbieranie wystarczającej ilości pieniędzy i to jak najszybciej, aby pier ..., sorry, pieprznąć to w sposób dla niej mocno dotkliwy, czyli bez przygotowania – taka myśl pojawiła mi się i już została. 
Codziennie też obrywał, czasami po kilka razy, w najbardziej wyszukany i obrzydliwy sposób, Szczuplutki. Deptała jego męską godność. Przyznaję, bywałam suką dla swoich mężczyzn, szczególną suką w młodości (to z powodu mojego ojca tyrana i trochę mi zajęło zanim się ogarnęłam), ale nigdy nie przekraczałam niedopuszczalnych granic, a ona to robiła. 
Na pytanie, dlaczego jej nie przepędzi, odpowiedział, że nigdy więcej nie zobaczyłby swojej córeczki. Przypuszczam że go tym szantażowała, a biorąc pod uwagę jej charakterek, z pewnością dotrzymałaby słowa.

Ach jak przyjemnie - rozdział 30

Ale nie do końca 


rozdzial 30

Następnego dnia Chinka zachowywała się jakby nigdy nic. Krążyła wokół fotela do którego się zabrałam zaczynając od mierzenia i cięcia obiciówki w cudowne gęste kwiaty. Wybrałyśmy się też do najbliższej pasmanterii po nici i igłę specjalna.
W drodze dopiero, z bólem w głosie, grzecznie, żachnęła się że nie chce tego łóżeczka w tym pokoju, bo przeznaczyła go na swój salonik - garderobę. Pewnie w nocy to wymyśliła, bo o niczym takim wcześniej nie słyszałam, ale nie zniknęły ciuchy z łóżeczka, dorzuciła nawet na stos te z wieszakami, nie miała więc ich gdzie upchnąć, choć w tym pokoiku stała szafa z wiecznie otwartymi drzwiami i widziałam, że mogła tam sporo dołożyć.
- Do mnie nie wróci – oświadczyłam całkiem spokojnie - bo postawiłam teraz pod oknem biurko i jest mi znacznie wygodniej i luźniej. Dlaczego nie wstawisz do swojej sypialni? Dzidzia miałaby gdzie spać.
- Mała śpi z nami i tak pozostanie.
No tak, w sypialni stoi kołyska, w której dziecko też nie śpi tylko kot, mogłam się więc domyślić.
- Hmmm, w takim razie będę je musiała sprzedać.

Godziny pracy po chińsku - rozdział 28

Budowanie chińskiego muru

 

mur chinski

Pierwszy tydzień pracy dociągnęłam do końca, razem z niedzielą, bo uroczysty obiad był właśnie w niedzielę, doliczając swoje nadgodziny już od czwartku, przeczuwając, że będą jaja. Przepracowałam 72 godziny.

Rozliczenie, w profesjonalnej tabelce, z dokładnym wyszczególnieniem co robiłam i od której do której każdego dnia po kolei, wysłałam jej e-mailem, późnym wieczorem, przed pójściem spać. 
E-mailem aby mieć dokument.

No i zaczęło być zabawnie, bo poniedziałek zaczął się jakby nigdy nic, w ciszy i spokoju. 

Pokazowy obiad - rozdział 27

Co ma Harrods do obiadu

  

Biblijne: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (co interpretuje się jako niewiedzę kiedy i co się stanie, co powoduje życie w ciągłej niepewności i niepokoju), Chinka wypełniała w 500 procentach, przebiła nawet moją córeczkę kiedy była mała i wciąż siedziałam na minie.

Nikogo tak nierównego i nieprzewidywalnego nie spotkałam wcześniej, i nie życzę sobie spotkać jeszcze kiedykolwiek.
Była mistrzynią świata w tworzeniu nastrojów skrajnie różnych, które potrafiła zmieniać w ciągu sekundy i żonglowaniu słowami i sytuacjami w celach manipulacyjnych.
Tymczasem pierwszy tydzień był znośny a nawet miły, pomimo starcia o noszenie małej na rekach. Zbliżało się jakieś chińskie święto i pani domu postanowiła wydać obiad dla rodziny i znajomej Chinki zamężnej z rodowitym Anglikiem. 
Żyła więc przez kilka dni tym wydarzeniem, ciągnąc mnie do Harrods-a, jednego z najsłynniejszych ekskluzywnych sklepów w Londynie po … indyka wraz z gotowym nadzieniem, za którego uiściła £ 120, i którego ja miałam zrobić, bo ona nie umie.

Naturalnie naturalne - rozdział 26

Metody wychowawcze Chinki

 

sypialnia w wiktorianskim domu












Moja sypialnia okazała się faktycznie wielka i zawierała:
Łóżko queen size, takie na jakim sypiałam latami u siebie w Polsce we wszystkich możliwych pozach, włącznie z orłem, bo miejsca dość. 
Dwie szafy zajęte ich ciuchami - zabiorę je wkrótce, tylko znajdę miejsce – oznajmiła z ciepłym uśmiechem Chinka. 
Komodę z pojemnymi szufladami zapełnionymi ich rzeczami – też zabiorę jak tylko znajdę miejsce. Biurko z szufladami zajętymi …, a na nim telewizor. 
I … drewniane łóżeczko dziecięce w wykuszu okiennym z pełną pościelą, które dostrzegłam natychmiast z niepokojem w głowie (przecież nie było mowy żebym miała sypiać z jej dzieckiem?!) - stoi tu bo nie mam gdzie umieścić – dorzuciła uspokajająco z tym samym uśmiechem. 
A zatem miałam tylko łóżko wolne. Wsunęłam więc walizkę pod łóżko i tak się zaczął horror.

Życie jest zbyt poważne aby brać je na serio - Oscar Wilde

Lekkość życia

 



Poczucie humoru to potęga!
Humor to dystans i luz.
Humor nie komplikuje a upraszcza i sprawia że życie staje się dużo przyjemniejsze.
Śmiej się z siebie, a będziesz miał dobry humor do końca twoich dni tutaj.

Przez więcej niż pół życia nasłuchałam się od najbliższych że jestem lekkomyślna! Lekkomyślna, w sensie głupia i nieodpowiedzialna. A bo ja tak mam - odpowiadałam rycząc ze śmiechu, i dalej frunęłam przez życie nierozsądnie, na wariackich papierach, na słowo honoru, z nieopuszczającym mnie optymizmem, zajmując się tylko tym, co mnie naprawdę interesowało, bez zamartwiania się o stabilną przyszłość, a mimo to osiągałam i osiągam często dużo więcej niż ci stabilnie odpowiedzialni, pomimo wielu zapaści po drodze.
Moja humorystyczna lekkomyślność (czytaj - lekkość) dała mi znacznie więcej.
Uroda mojego życia jest obłędnie fantastyczna, obfitująca w miliardy cudownych chwil.
Moje poczucie humoru przenosiło mnie z naprawdę poważnych tarapatów w zaskakująco świetne rozwiązania. Zaczęto więc mówić o mnie też, że spadam na cztery łapy jak kot bo mam kupę szczęścia. Na co odpowiadam, że więcej kupy niż szczęścia i sama sobie to wszytko załatwiam, w co prawie nikt nie wierzy. Dlaczego? Bo ja nie pracuję! Ja oddaję się pasjom. Ludzie nie widzieli i nie widzą mnie pracującej, bo ja się bawię z radością. Skoro więc nie pracuję, to spada mi z nieba.
Cha, cha, cha ,cha ..., a może coś w tym jest?
Jak myślicie?

Kim jesteś dla koncernów farmaceutycznych?

Biznes farmaceutyczny produkuje chronicznie chorych ludzi i z tego czerpie MEGAzyski 

 

A więc co z Tobą?
Nabijasz dochody koncernom farmaceutycznym rujnując jednocześnie swoje zdrowie?
Ze mną jest po prostu fatalnie pod tym względem!
Obecnie w moim domu można znaleźć kilka tabletek i to tylko dlatego że padłam ostatnio na wredną grypę którą złapałam od własnego wnuka.
Padłam totalnie i dosłownie, bo leżałam w charakterze warzywa 3 dni z potwornym bólem całego ciała i gorączką taką, że byłam pewna że mózg mi się ugotuje.
Co zrobiłam? Nic. Oprócz okładania czoła lodem.
Drugiego dnia przyszła do mnie przyjaciółka z którą byłam wcześniej umówiona na energetyczny masaż dotykowy dla niej. 
Oniemiała w drzwiach. Nigdy wcześniej nie widziała mnie chorej.

Jak w kalejdoskopie - rozdział 24

Znowu zmiany

 

Ha, ha, ha … No więc NIE. Nie ma takiej opcji abym podjęła współpracę z tobą - oświadczyłam.
Człowiek, który nie szanuje własnych dzieci i własnego psa, jest zdolny do wszystkiego. 
Aż mnie drobny popłoch ogarnął, jak zobaczyłam oczami wyobraźni jakby ta współpraca z nią wyglądała.
Zresztą któregoś dnia poprosiła mnie abym została z małym podopiecznym do 15:00, bo ona musi jechać prosto z pracy coś niezwykle ważnego załatwić i zapłaci mi ekstra.
Jakież było moje zdumienie, kiedy po powrocie godzinę wcześniej niż zapowiadała, oświadczyła, że nie zapłaci mi bo nic nie załatwiła i przecież wróciła szybciej.
- Przepraszam najmocniej, ale ja spędziłam z twoim synem 7 godzin więcej, w czasie kiedy powinnam odsypiać noc, i co to za wymówka że nie zapłacisz bo nie załatwiłaś swojej sprawy?!
To ja mam płacić za twoje niepowodzenia? Zadziwia mnie sposób twojego myślenia.
….

Dodatkowa praca - rozdział 23

Szaruga wściekła

 

















Moje poszukiwania kwiaciarni w jak najbliższym otoczeniu, nadspodziewanie szybko dały rezultat, ale nie było to dziwne, bo w moim CV widniało przecież zatrudnienie w londyńskiej kwiaciarni znanej sieci i prawdopodobnie w tych wiejskich okolicach jawiłam się jako rzadka zdobycz. 
W słuchawce zabrzmiał radosny męski głos, który zapraszał mnie na spotkanie najszybciej jak tylko mogę. 
Umówiłam się następnego dnia na 14:00.

Psie życie - rozdział 22

Tragiczny los

 




















Sen z powiek spędzała mi jeszcze sytuacja psa w tym domu. 
Otóż kochani właściciele czworonoga, zrobili mu  pod schodami w przedpokoju, zamknięty boks wielkości ... samego Silvera. Słowo! Ten gigantyczny pies (podobny do tego na zdjęciu), nie mógł się tam obrócić wokół własnej osi, a siedział w tej klatce caluteńkie dnie z wyjątkiem godzinnego spaceru, czasami krócej, a czasami trochę dłużej. Biedak gryzł szczeble swojego więzienia za co był surowo karany, gryzł więc wtedy, kiedy nikt nie widział i zachowywał się dość nieprzewidywalnie. Łapał zębami kiedy się przechodziło obok, wyskakiwał nagle do góry próbując jakoś dotknąć człowieka, no różnie. Tragedia! 
Nie mogłam, musiałam, zapytałam.

W nowym domu, w obcej rodzinie - cz 21

Na angielskim zadupiu

  

emigracyjne wspomnienia
Dojechaliśmy przed wieczorem do nowiutkiego, niewielkiego - 3 sypialnie, kuchnia, pokój dzienny z wyjściem na ogródeczek, pachnącego jeszcze farbą domu na mini osiedlu (bardzo podobny do tego na zdjęciu), w sporej odległości od mini miasteczka, czyli na zadupiu kompletnym, pod rachitycznym laskiem liściastym.
Zostałam zainstalowana w sporym, a nawet dużym pokoju - po tym maleństwie które właśnie opuściłam - z wersalką tylko. Polka z czarnoskórym mężem (nie pamiętam skąd miał korzenie) szybko zapewnili, że następnego dnia dostanę szafę.

Następny skok w nieznane - cz 20

Kierunek - wieś angielska

 

Londyński świat, który sobie zdążyłam zbudować mozolnie dzień po dniu, runął w sekundę.
Z totalnego ogłuszenia wyrwała mnie następnego dnia przyjaciółka Iskierka. Przyjechała wieczorem po pracy dowiedzieć się, dlaczego nie zadzwoniłam aby mnie mogła odebrać z Camden, po czym zniknęła na godzinę i wróciła ze swoim starym telefonem i nową kartą, wpisała swój numer i wręczyła mi informując, abym dzwoniła w każdej chwili.
Rozpoczęłam nowe, tym razem, z jednym numerem w milczącym telefonie i błyskawicznie topniejącymi resztkami pieniędzy, podczas gdy nic nie zarabiałam. 
W panice szukałam jakiegoś rozwiązania na natychmiastowe pieniądze. 
Bazar nie wchodził w rachubę bo tam tylko budowałam markę jak dotąd, zresztą nabawiłam się odrazy do tego miejsca do tego stopnia, że porozdawałam właściwie wszystkie swoje wyroby, aby nigdy tam nie wrócić.
W momencie, kiedy już brakowało mi na czynsz za mini pokoik, z odrętwienia które mnie nie opuszczało, wyrwała mnie nagła myśl jak się tymczasowo urządzić aby dostać i pokój i pieniądze w jednym. 

Młotem pneumatycznym w łeb - cz 19

I znów od początku???

 

wiedzma gabriela

Obchodziłam właśnie rocznicę pobytu w Londynie i biorąc pod uwagę że wylądowałam tu z 37 pożyczonymi funtami na szczęśliwy początek, cha, cha, cha … rok okazał się doskonały.
Poznałam tu przez ten czas kilka fantastycznych osób, niemalże każda to perła w tym wielomilionowym, wielokulturowym tyglu i do dziś się przyjaźnimy.
Żyłam wprawdzie wciąż skromnie w tym swoim mini pokoiku, ale odwiedziłam po raz pierwszy kraj, zwołałam wszystkich moich przyjaciół u których byłam niebotycznie zapożyczona i uroczyście oddałam wszystkie długi, co zwróciło mi pełen oddech.

Smaki i Zapachy Emigracji - cz XVIII

Srogi i fatalne spóźnienie na Camden

 















Srogi, to typowy Anglik w wieku … hmm, nieokreślonym, ale z pewnością młodszy ode mnie. Długi, cienki, wręcz wiotki, obciągnięty bladziutką skórą nie cierpiącą słońca, z opuszczonymi kaprawymi oczkami w zaparowanych okularkach drucianych, trzymających się na dużych uszach wąskiej głowy ze sporą łysiną. 
Taki Książę Karol w gorszym wydaniu. 
Jedyne, co mi się u niego niewątpliwie podobało, to dziewczęce rumieńce zalewające mu blade lico na mój widok.

Super Wiedźma to JA

Dałam sobie awans!

 
wiele wszechswiwtow

To co opowiedział w swojej książce pod tytułem DOWÓD Eben Alexander, a dotyczącej wydarzeń jego własnych z roku 2008, opowiedziałam JA o całą dekadę wcześniej mojemu mocno ezoterycznemu koledze, profesorowi psychiatrii w Krakowie, w zupełnie innych okolicznościach i z absolutnie innych powodów. Czy Eben popełnił plagiat? Nie mógł w żaden sposób, bo to byla odpowiedz na zadane pytanie i nigdzie tego nie zapisałam. A jednak opowiedzieliśmy niemalże identycznie z drobnymi tylko odchyłami w interpretacji i nazewnictwie.

Smaki i Zapachy Emigracji - cz XVII

Bazarowe życie na Camden

 

bazar na Camden

Trafiłam do działu rękodzieła, po pytaniu co przywiozłam. 
To co zauważyłam, to obłędne nagromadzenie towarów na każdym stoisku, no życia by mi nie wystarczyło na zapełnienie choćby jednego. 

Mój sklepik wyglądał zatem jakbym zapomniała się rozpakować do końca. 

Punkt dziesiąta zaczęli napływać pierwsi ewentualni klienci, a ja zamiast włączyć uśmiech numer siedem, dalej rozglądałam się za jakimś, jakimkolwiek! siedziskiem. Nic, ani pniaka czy kawałka skrzynki, a moja walizka z tych miękkich, nie było się nawet o co oprzeć. Mogłam zapomnieć o wdzięcznym dłubaniu na oczach gawiedzi. 
Ośmiogodzinne stanie, bo nie da się pochodzić za półtorametrowym blatem, znała zdaje się moja sąsiadka Chinka z autopsji, bo co jakiś czas dzieliła się swoim taboretem i łaskawie pozwalała przysiąść na trochę.

Polecam

Komórki wiecznie żywe?

  Woda plazmowa Komórka jest nieśmiertelna.  To odkrycie z 1914 roku za które przyznano Nobla.   W 1912 r. naukowiec dr. Carrel opublikował ...