Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki i zapachy emigracji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Smaki i zapachy emigracji. Pokaż wszystkie posty

Mój London Fashion Week - rozdział 42

wrzesień 2010


london fashion week

No i zaczął się. London Fashion Week - wrzesień 2010.

Otrzymałam zaproszenie imienne z informacją, że mam się stawić o 10:00 rano na naszym stoisku.
Przewidziałam zapas dwugodzinny na dojazd i odnalezienie miejsca, wstałam więc głęboką nocą dla mnie, a mianowicie o 6:00, aby się odpowiednio przygotować.

Koszmarny egzamin - - rozdział 38

w studiu dizajnerskim 

 

zwierzenia wiedzmy

Trafiłam! Nie wiem jakim cudem, bo nie było łatwo. Jechałam półtorej godziny, z trzema przesiadkami z Londynu Zachodniego, do Północno – Wschodniego. A tam trzeba znaleźć uliczkę przy dziwacznym skrzyżowaniu. Pod podanym numerem, była drewniana przedpotopowa brama wpasowana w fabryczny budynek równie stary. 
Poczułam dreszczyk emocji. 


Początek zupełnie nowego - rozdział 37

Moje pierwsze kroki w świecie mody 


początki życia w wielkiej modzie

Odpoczywałam, odsypiałam i odpoczywałam … . Odreagowywałam wszystko, co mnie zmęczyło od początku pobytu w Londynie. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak bardzo byłam wyczerpana, a sprawiła to domowa atmosfera u moich przyjaciół i ich troskliwość. Nareszcie zaczęłam się czuć normalniej, choć wiedziałam, że to wciąż początek przedzierania się. Ale najważniejsze! Nagle prysł gdzieś lęk o moją tutejszą przyszłość. Dlaczego? Właściwie nie wiem.

Wściekła jazda - rozdział 33

Plan na opuszczenie Chinki


rozdział 33 wspomnień Wiedzmy


- Co robisz, co robisz???! - wydarła się
- Kto Ci pozwolił!!!?
- Do tej pory jakoś nie potrzebowałam Twojego pozwolenia na realizacje moich wizji – odparłam zaskoczona.
- Ale ja nie chcę tej lamówki, nie chcę, nie chcę! Masz natychmiast to odpruć!
Krzyczała i tupała z dzieckiem na rękach.
Była w szale najprawdziwszym. Nie nadawała się do dyskusji. Nawet Szczuplutki odwrócił się od komputera zdumiony, co mu się prawie nie zdarzało.
Wyleciałam z pokoju jak z procy. Zamilkła, cisza nastała w całym domu i atmosfera że siekiera by nie przecięła.

Chińskie awantury - rozdział 32

i pasjonujące rękodzieło 


Pomimo, że mój każdy dzień był poszatkowany według uznania Chinki i miałam absolutny zakaz przyjmowania kogokolwiek w domu, radziłam sobie, dorabiając tarotem z dojazdami do klientów. Ścigała mnie wtedy wściekłymi telefonami - Gdzie jesteś? Wracaj natychmiast! Zaraz będziesz mi potrzebna! - więc u klienta wyłączałam telefon rozgrzany do czerwoności.
To że będę miała awanturę po powrocie nie wzruszało mnie, bo awantury i tak były o cokolwiek, jedna więcej w danym dniu nie robiła różnicy. A fakt że przez resztę dnia była dla mnie nieludzka za karę, ignorowałam. Ważniejsze było dla mnie uzbieranie wystarczającej ilości pieniędzy i to jak najszybciej, aby pier ..., sorry, pieprznąć to w sposób dla niej mocno dotkliwy, czyli bez przygotowania – taka myśl pojawiła mi się i już została. 
Codziennie też obrywał, czasami po kilka razy, w najbardziej wyszukany i obrzydliwy sposób, Szczuplutki. Deptała jego męską godność. Przyznaję, bywałam suką dla swoich mężczyzn, szczególną suką w młodości (to z powodu mojego ojca tyrana i trochę mi zajęło zanim się ogarnęłam), ale nigdy nie przekraczałam niedopuszczalnych granic, a ona to robiła. 
Na pytanie, dlaczego jej nie przepędzi, odpowiedział, że nigdy więcej nie zobaczyłby swojej córeczki. Przypuszczam że go tym szantażowała, a biorąc pod uwagę jej charakterek, z pewnością dotrzymałaby słowa.

Ach jak przyjemnie - rozdział 30

Ale nie do końca 


rozdzial 30

Następnego dnia Chinka zachowywała się jakby nigdy nic. Krążyła wokół fotela do którego się zabrałam zaczynając od mierzenia i cięcia obiciówki w cudowne gęste kwiaty. Wybrałyśmy się też do najbliższej pasmanterii po nici i igłę specjalna.
W drodze dopiero, z bólem w głosie, grzecznie, żachnęła się że nie chce tego łóżeczka w tym pokoju, bo przeznaczyła go na swój salonik - garderobę. Pewnie w nocy to wymyśliła, bo o niczym takim wcześniej nie słyszałam, ale nie zniknęły ciuchy z łóżeczka, dorzuciła nawet na stos te z wieszakami, nie miała więc ich gdzie upchnąć, choć w tym pokoiku stała szafa z wiecznie otwartymi drzwiami i widziałam, że mogła tam sporo dołożyć.
- Do mnie nie wróci – oświadczyłam całkiem spokojnie - bo postawiłam teraz pod oknem biurko i jest mi znacznie wygodniej i luźniej. Dlaczego nie wstawisz do swojej sypialni? Dzidzia miałaby gdzie spać.
- Mała śpi z nami i tak pozostanie.
No tak, w sypialni stoi kołyska, w której dziecko też nie śpi tylko kot, mogłam się więc domyślić.
- Hmmm, w takim razie będę je musiała sprzedać.

Huśtawka emocjonalna - rozdział 29

Fotel, szafy i szmaty

 

smaki i zapachy emigracji

W związku z rozwijającą się przyjaźnią ze Szczuplutkim, dowiedziałam się, że wszystkie dotychczasowe pomocnice Chinka wykończyła, a co najciekawsze i ostatnią, również Chinkę, co było trudne, bo trafiła dziewczynę potulną, pracowitą i oddaną.
Szczuplutki poinformował mnie również, że jestem najlepsza i ona o tym wie, ale też pierwsza która spisuje godziny pracy- hmmm? i się jej stawia, co Chinkę kompletnie wytrąciło z pantałyku.

Godziny pracy po chińsku - rozdział 28

Budowanie chińskiego muru

 

mur chinski

Pierwszy tydzień pracy dociągnęłam do końca, razem z niedzielą, bo uroczysty obiad był właśnie w niedzielę, doliczając swoje nadgodziny już od czwartku, przeczuwając, że będą jaja. Przepracowałam 72 godziny.

Rozliczenie, w profesjonalnej tabelce, z dokładnym wyszczególnieniem co robiłam i od której do której każdego dnia po kolei, wysłałam jej e-mailem, późnym wieczorem, przed pójściem spać. 
E-mailem aby mieć dokument.

No i zaczęło być zabawnie, bo poniedziałek zaczął się jakby nigdy nic, w ciszy i spokoju. 

Pokazowy obiad - rozdział 27

Co ma Harrods do obiadu

  

Biblijne: „Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny” (co interpretuje się jako niewiedzę kiedy i co się stanie, co powoduje życie w ciągłej niepewności i niepokoju), Chinka wypełniała w 500 procentach, przebiła nawet moją córeczkę kiedy była mała i wciąż siedziałam na minie.

Nikogo tak nierównego i nieprzewidywalnego nie spotkałam wcześniej, i nie życzę sobie spotkać jeszcze kiedykolwiek.
Była mistrzynią świata w tworzeniu nastrojów skrajnie różnych, które potrafiła zmieniać w ciągu sekundy i żonglowaniu słowami i sytuacjami w celach manipulacyjnych.
Tymczasem pierwszy tydzień był znośny a nawet miły, pomimo starcia o noszenie małej na rekach. Zbliżało się jakieś chińskie święto i pani domu postanowiła wydać obiad dla rodziny i znajomej Chinki zamężnej z rodowitym Anglikiem. 
Żyła więc przez kilka dni tym wydarzeniem, ciągnąc mnie do Harrods-a, jednego z najsłynniejszych ekskluzywnych sklepów w Londynie po … indyka wraz z gotowym nadzieniem, za którego uiściła £ 120, i którego ja miałam zrobić, bo ona nie umie.

Naturalnie naturalne - rozdział 26

Metody wychowawcze Chinki

 

sypialnia w wiktorianskim domu












Moja sypialnia okazała się faktycznie wielka i zawierała:
Łóżko queen size, takie na jakim sypiałam latami u siebie w Polsce we wszystkich możliwych pozach, włącznie z orłem, bo miejsca dość. 
Dwie szafy zajęte ich ciuchami - zabiorę je wkrótce, tylko znajdę miejsce – oznajmiła z ciepłym uśmiechem Chinka. 
Komodę z pojemnymi szufladami zapełnionymi ich rzeczami – też zabiorę jak tylko znajdę miejsce. Biurko z szufladami zajętymi …, a na nim telewizor. 
I … drewniane łóżeczko dziecięce w wykuszu okiennym z pełną pościelą, które dostrzegłam natychmiast z niepokojem w głowie (przecież nie było mowy żebym miała sypiać z jej dzieckiem?!) - stoi tu bo nie mam gdzie umieścić – dorzuciła uspokajająco z tym samym uśmiechem. 
A zatem miałam tylko łóżko wolne. Wsunęłam więc walizkę pod łóżko i tak się zaczął horror.

W wiktoriańskim domu - rozdział 25

Pierwsze wrażenia w nowej pracy

  

wspomnienia wiedzmy















Wprowadzono mnie do typowego wiktoriańskiego domu, nie, nie, nie myślcie że zabytkowego, takie domy budowano jeszcze niedawno, a wiktoriański, bo architektoniczna kopia sprzed wieków, tak z zewnątrz jak i wewnątrz. 
Nabudowali tych domów miliony i wszystkie niemalże identyczne.
Każdy obowiązkowo z wykuszami okiennymi i kominkiem, a nawet czasami kominkami w każdym pokoju, tyle że dzisiaj służą często wyłącznie do ozdoby. 
Słynna Londyńska mgła, to był kominkowy smog, bo kiedyś tylko tak ogrzewano domy angielskie. Wyobraźcie więc sobie co było w powietrzu, ale od lat jest zakaz. 
Mieszkam tu długo i widziałam mgłę prawdziwą dwa razy.

W nowym domu, w obcej rodzinie - cz 21

Na angielskim zadupiu

  

emigracyjne wspomnienia
Dojechaliśmy przed wieczorem do nowiutkiego, niewielkiego - 3 sypialnie, kuchnia, pokój dzienny z wyjściem na ogródeczek, pachnącego jeszcze farbą domu na mini osiedlu (bardzo podobny do tego na zdjęciu), w sporej odległości od mini miasteczka, czyli na zadupiu kompletnym, pod rachitycznym laskiem liściastym.
Zostałam zainstalowana w sporym, a nawet dużym pokoju - po tym maleństwie które właśnie opuściłam - z wersalką tylko. Polka z czarnoskórym mężem (nie pamiętam skąd miał korzenie) szybko zapewnili, że następnego dnia dostanę szafę.

Następny skok w nieznane - cz 20

Kierunek - wieś angielska

 

Londyński świat, który sobie zdążyłam zbudować mozolnie dzień po dniu, runął w sekundę.
Z totalnego ogłuszenia wyrwała mnie następnego dnia przyjaciółka Iskierka. Przyjechała wieczorem po pracy dowiedzieć się, dlaczego nie zadzwoniłam aby mnie mogła odebrać z Camden, po czym zniknęła na godzinę i wróciła ze swoim starym telefonem i nową kartą, wpisała swój numer i wręczyła mi informując, abym dzwoniła w każdej chwili.
Rozpoczęłam nowe, tym razem, z jednym numerem w milczącym telefonie i błyskawicznie topniejącymi resztkami pieniędzy, podczas gdy nic nie zarabiałam. 
W panice szukałam jakiegoś rozwiązania na natychmiastowe pieniądze. 
Bazar nie wchodził w rachubę bo tam tylko budowałam markę jak dotąd, zresztą nabawiłam się odrazy do tego miejsca do tego stopnia, że porozdawałam właściwie wszystkie swoje wyroby, aby nigdy tam nie wrócić.
W momencie, kiedy już brakowało mi na czynsz za mini pokoik, z odrętwienia które mnie nie opuszczało, wyrwała mnie nagła myśl jak się tymczasowo urządzić aby dostać i pokój i pieniądze w jednym. 

Młotem pneumatycznym w łeb - cz 19

I znów od początku???

 

wiedzma gabriela

Obchodziłam właśnie rocznicę pobytu w Londynie i biorąc pod uwagę że wylądowałam tu z 37 pożyczonymi funtami na szczęśliwy początek, cha, cha, cha … rok okazał się doskonały.
Poznałam tu przez ten czas kilka fantastycznych osób, niemalże każda to perła w tym wielomilionowym, wielokulturowym tyglu i do dziś się przyjaźnimy.
Żyłam wprawdzie wciąż skromnie w tym swoim mini pokoiku, ale odwiedziłam po raz pierwszy kraj, zwołałam wszystkich moich przyjaciół u których byłam niebotycznie zapożyczona i uroczyście oddałam wszystkie długi, co zwróciło mi pełen oddech.

Smaki i zapachy emigracji - cz XIV

Przemyślenia z kwiaciarni angielskiej

 

catting flowers style
























Układałam te kwiaty ciągle tak samo, dzień za dniem, godzina za godziną, ale wciąż nie traciłam nadziei i delikatnie podpytywałam kiedy i jak mogłabym się wykazać, co w ostateczności doprowadziło mnie do pewności, że nigdy nie zaistnieję w tej kwiaciarni kreatywnie. 
System jest twardy, nienaruszalny, niezmienialny, zarządzany odgórnie. 
To wielki biznes rodzinny (wiele kwiaciarni w najlepszych punktach Londynu) i tylko im wolno kreować… a w ogóle, o co mi chodzi, przecież się wykazuję tymi tonami identycznych bukietów na czas. 
Liderka wręcz, prosto w oczy, co u Anglików jest absolutnie niezwykłe, powiedziała że nie życzy sobie mojej kreacyjnej samowoli. DOŚĆ tego!

Smaki i zapachy emigracji - cz XIII

 Praca w angielskiej kwiaciarni

 

strelicja krolewska
Rozpoczęłam pracę w najprawdziwszej angielskiej kwiaciarni z angielską obsadą, co ma znaczenie bo atmosfera jest niezwykle uprzejma i dowiedziałam się natychmiast że ... nie znam nazw kwiatów tych mniej popularnych. Ratunku! Ja w ogóle nie pomyślałam o tym, no dziura w mózgu jakaś. Ale od czego spryt polski. Jak przychodził klient i prosił o trzy Bird of Paradise (co to do cholery jest - przecież ptaki to w zoologicznym?!!!), ja, z szerokim najszczerszym uśmiechem wskazywałam dłonią ogólnie na wszystkie pojemniki z kwiatami i zapraszałam aby sam sobie wybrał najładniejsze. Tym sposobem klient sam prowadził mnie do Strelicji Królewskich (na zdjęciu). Moja durnowatość w tej materii i takie właśnie radzenie sobie, spowodowało nawet, nie do wiary, pochwałę wyrażoną głośno przy wszystkich pracownikach od samej właścicielki, która wpadła incognito dla mnie udając klientkę - nikt! mi nie powiedział.

Smaki i zapachy emigracji - cz XI

Camden Town po raz pierwszy































Zostałam zatem bez pracy, ale za to niewymownie szczęśliwa, przeszczęśliwa, zachwycona, bo odzyskałam swoje życie!!!
Co mam na myśli? Ano to, że hotel zabrał mi totalnie czas na cokolwiek innego poza wstawaniem o 4:30 rano żeby zdążyć na 7:00 – dotarcie zajmowało mi godzinę i 15 minut, powrót tyle samo, zjeżdżałam więc do domu skatowana późnym wieczorem i miałam siłę tylko na zjedzenie czegokolwiek usypiając pół metra nad poduszką. Zero życia towarzyskiego. Robótki, książki, tarot i szukanie wymarzonej pracy poszły w kąt, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam na to czasu ani siły, a jeden wolny dzień w tygodniu przeznaczony był na zakupy do lodówki, odsypianie, odpoczynek. 

Skończyłam nie tylko z hotelem, skończyłam też z agencją pracy. Skończyłam z niewolnictwem raz na zawsze!

Smaki i zapachy emigracji - cz X

Opuściłam hotel z hukiem

Wysmarowałam potężny elaborat na temat absolutnie wszystkiego co zauważyłam w tym chorym hotelowym systemie: poczynając od niemożliwie wyśrubowanego czasu na sprzątnie pokojów i skutków tego, kończąc na wszechwładzy superwizor-ów, podając dokładnie przyczyny (próbowałam zebrać podpisy pokojówek, to w końcu dotyczyło ich wszystkich - żadna nie podpisała).

Drugie pismo dotyczyło agresywnego mobbingu na mnie z opisem i że domagam się zadośćuczynienia – próbowałam znaleźć poparcie dla swojej sprawy ... i tak samo jak wyżej, co było do przewidzenia skoro we własnej sprawie nie zareagowały. 

Oba podałam managerom ze stwierdzeniem ze właśnie zakończyłam raz na zawsze prace u nich. Dwa identyczne listy wysłałam poczta bezpośrednio do dyrekcji hotelu.
Wiedziałam że nie mam szans na szczególną uwagę bo spędziłam w hotelu półtora miesiąca zaledwie, żadnych podpisów – nie byłam więc wystarczająco wiarygodna. 

Jednak po miesiącu zostałam wezwana na przesłuchanie w tej sprawie, do jakiejś komórki odpowiedzialnej za rozwiązywanie podobnych problemów, gdzie spędziłam jakieś dwie godziny na zeznaniach, co się dzieje naprawdę w hotelu. I na tym się skończyło, a ja nie miałam ochoty dalej tego ciągnąć i drążyć, bo w głowie miałam już zupełnie inne rzeczy w tym czasie.

Inna sprawa, że gdybym dostała poparcie uczestniczek niedoli, zostałabym i walczyła na śmierć i życie, ale dały nogę.

Co jakiś czas, zbyt rzadko, wybuchają ostre protesty przeciwko bezpardonowemu wyzyskiwaniu podstawowych pracowników przez najdroższe hotele świata - to nie tylko Marriott. Rządy próbują coś zrobić, narzucając na przykład konieczność wydłużenia czasu na robienie pokoju, podniesienie stawek, bardziej ludzkich wymagań itd. …, ale to działa tylko w momencie awantury, po czym wszystko wraca do 'normy'.


Więcej będzie jak najbardziej i dziękuję poganiaczom za poganianie mnie na dalszy ciąg.

 Wszystkie części - Smaki i Zapachy Emigracji

Smaki i zapachy emigracji - cz IX

Hotelowe brudy


5 stars hotel










Czy możliwe jest sprzątniecie 15 pokojów w ciągu jednej zmiany według wymogów hotelowych?
Otóż NIE! W żadnym wypadku. To jest nie do zrobienia nawet dla najlepszych pokojówek które mają wszystko opanowane do perfekcji i nie wykonują jednego zbędnego ruchu. 
Mimo to dokładają sobie po więcej pokoi na zmianę, żeby lepiej zarobić, bo płacone jest od sprzątniętego pokoju – £ 2,5 wtedy kiedy ja tam byłam, dzisiaj pewnie £ 2,7 – podczas gdy goście płacą za ten sam sprzątnięty pokój £ 130 - £ 240 i więcej za noc!

Jak łatwo się domyślić, pokoje nie są sprzątane tak jak powinny. 
Aby się wyrobić, dziewczyny omijają co się da ominąć, a dużo można, ale tylko te które mają układy z supervisor-ami, co polega na lizaniu im butów w pełnym oddaniu, za przymykanie oczu na niedociągnięcia. 
Supervisorzy w hierarchii zwierzchników przecież najniżej, w hotelu mają nieograniczoną władzę w której pławią się z upodobaniem traktując pokojówki jak ostatnie śmieci. 
Gdzie indziej coś takiego jest nie do pomyślenia, ale w hotelach, przetrwanie zależy od ich kaprysów.
Przyczyna jest bardzo prosta – samotność pokojówek - nie ma kamer, nie ma koleżanek, nie ma świadków.

Mnie godności zabrać nie można. Do tego postanowiłam zawalczyć. Na zebraniu odbywającym się codziennie (czas pracy uszczuplony o 15 minut), w pełnym zestawie (wszystkie pokojówki, supervisorzy z menadżerami), rzuciłam pomysł wprowadzenia zmian w systemie pracy, a mianowicie, żeby sprzątanie odbywało się w dwie pokojówki a będzie łatwiej i sprawniej.
Menadżerowie popatrzyli na mnie jak na kosmitkę, ale pokiwali głowami, podziękowali za zaangażowanie i powiedzieli że się zastanowią nad takim rozwiązaniem. 
Wszystkich supervisorów szlag trafił, bo zamiast siedzieć cicho i przytakiwać gorliwie – te spotkania służą głównie motywowaniu robali do jeszcze cięższej pracy – zagroziłam ich wszechwładzy.
Mój brak uległości i pomysłowość, spowodowały zmasowany atak na mnie. Latali za mną w dwójkach, preparowali dowody że źle sprzątam, zawracali do jednego pokoju po kilka razy, co wydłużało mój czas pracy o wiele godzin.
Mimo to nie brałam żadnych wspomagaczy/dopalaczy, co jest nagminne wśród pokojówek których organizm nie wytrzymuje tej harówy, nawet bez ekstra niespodzianek. 

Okazało się że mój projekt nie wyszedł nawet poza ściany pokoju zebrań.

DOŚĆ tego - powiedziałam sobie.

Dalszy ciąg nastąpi …

 Wszystkie części - Smaki i Zapachy Emigracji

Smaki i zapachy emigracji - cz VIII

Praca w pięciogwiazdkowym hotelu

marriott pokoj
Dotarłam do Hotelu Marriott (godzina jazdy w jedna stronę) z ciekawością i nadzieją. Zostałam przywitana wylewnie, niemalże serdecznie i skierowana na błyskawiczny kurs sprzątania pokojów, gdzie okazało się, że … w ogóle nie umiem sprzątać, a wszystkie opinie o mnie jaka to ja jestem porządna i czysta mogę sobie wsadzić.

Każda z pokojówek ma cały wózek detergentów i szmat, i nie chodzi o samo sprzątanie, ale o sterylizację całej powierzchni do ostatniego zarazka. Każdy pokój jest czyszczony od sufitu po podłogę i świąteczne wielkie domowe sprzątanie przy tym to maluteńki pikuś.

Polecam

Komórki wiecznie żywe?

  Woda plazmowa Komórka jest nieśmiertelna.  To odkrycie z 1914 roku za które przyznano Nobla.   W 1912 r. naukowiec dr. Carrel opublikował ...