z przytupem

No i nastał
wyczekiwany poniedziałek, dzień mojej wyprowadzki.
Musiałam
jeszcze tylko odzyskać pieniądze. Popakowane walizki ukryłam pod
łóżkiem tak że były niewidoczne.
Zgodnie z
planem, nie wyszłam o 7 rano do pracy.
Czekałam. I tak jak się
spodziewałam, już 10 minut po czasie Chinka dopadła moich
zamkniętych drzwi, waląc i wrzeszcząc, dlaczego jeszcze nie
zeszłam, dziecko głodne potrzebuje śniadania a ty sobie spisz?!
Schodź natychmiast !!!
Przez drzwi, spokojnie, poinformowałam ją, że nie zapłaciła mi za
poprzedni tydzień i nie będę pracowała.
To był szok, bo
zamilkła kompletnie, zastanawiając się co z tym zrobić i najwyraźniej sprawiło jej trudność, bo zeszła naradzić się ze Szczuplutkim, co było już
zupełnie niepojęte, bo nigdy nie brała jego zdania pod uwagę.
Słyszałam z dołu podniesione glosy. Wyrzucała swoją frustrację moim absolutnie niespodziewanym zachowaniem, ale najwyraźniej udało mu
się ją przekonać że jestem na prawie, bo po półgodzinie zjawiła
się ponownie pod moimi drzwiami, i bardzo grzecznie, bardzo,
zapytała, czy mogę otworzyć i zając się przez 15 minut małą, a
ona pójdzie po pieniądze do pobliskiego bankomatu.
Wzięłam dziecko do swojego pokoju, nie zamierzając schodzić w ten
straszliwy burdel.