Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wróżki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wróżki. Pokaż wszystkie posty

Mój London Fashion Week - rozdział 42

wrzesień 2010


london fashion week

No i zaczął się. London Fashion Week - wrzesień 2010.

Otrzymałam zaproszenie imienne z informacją, że mam się stawić o 10:00 rano na naszym stoisku.
Przewidziałam zapas dwugodzinny na dojazd i odnalezienie miejsca, wstałam więc głęboką nocą dla mnie, a mianowicie o 6:00, aby się odpowiednio przygotować.

London Fashion Week - rozdział 41

i moje pierwsze doświadczenia w tej materii 


pokaz mody w londynie

Zagnieździłam się na dobre w pracowni i pomalutku, niepostrzeżenie, małymi kroczkami (tak, tak ... ja to potrafię), zaczęłam ustanawiać swoje warunki współpracy.

Początek zupełnie nowego - rozdział 37

Moje pierwsze kroki w świecie mody 


początki życia w wielkiej modzie

Odpoczywałam, odsypiałam i odpoczywałam … . Odreagowywałam wszystko, co mnie zmęczyło od początku pobytu w Londynie. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak bardzo byłam wyczerpana, a sprawiła to domowa atmosfera u moich przyjaciół i ich troskliwość. Nareszcie zaczęłam się czuć normalniej, choć wiedziałam, że to wciąż początek przedzierania się. Ale najważniejsze! Nagle prysł gdzieś lęk o moją tutejszą przyszłość. Dlaczego? Właściwie nie wiem.

Powitanie - rozdział 36

ze śpiewami przy gitarze





















Czy czułam tryumf wynosząc się na moich warunkach? 
Nie. Byłam kosmicznie zmęczona, wyczerpana do cna.
Po czasie dopiero dotarło do mnie, że dałam Chince naprawdę popalić. 
Nie będzie Chinka pluć nam ... .
Nie dość że odebrałam swoje pieniądze, a poprzedniczki wypadały bez wypłaty, co zdradził mi Szczuplutki, a o czym ja intuicyjnie wiedziałam, to jeszcze załatwiłam jej panieństwo dozgonne u wybrańca do założenia kajdan, i zostawiłam jej ten niebotyczny, koszmarny syf bez żadnej pomocy domowej na najbliższy czas, bo sądzę, że żadna nowa nie podjęłaby pracy w takim burdelu, oraz niedokończony abażur i fotel, a tapicer w Londynie kosztuje majątek.

Komputerowe życie - rozdział 31

Zarabianie pieniędzy inaczej


uzależnienie od komputera

Dłubałam fotel z przyjemnością, jednak w pewnym momencie pistolet zszywający odmówił posłuszeństwa. Co Chinka mogła kupić? No oczywiście chińskie badziewie. Pognała natychmiast zamówić następny, obarczona moją gorącą prośbą, aby nie był ich produkcji.

Naturalnie naturalne - rozdział 26

Metody wychowawcze Chinki

 

sypialnia w wiktorianskim domu












Moja sypialnia okazała się faktycznie wielka i zawierała:
Łóżko queen size, takie na jakim sypiałam latami u siebie w Polsce we wszystkich możliwych pozach, włącznie z orłem, bo miejsca dość. 
Dwie szafy zajęte ich ciuchami - zabiorę je wkrótce, tylko znajdę miejsce – oznajmiła z ciepłym uśmiechem Chinka. 
Komodę z pojemnymi szufladami zapełnionymi ich rzeczami – też zabiorę jak tylko znajdę miejsce. Biurko z szufladami zajętymi …, a na nim telewizor. 
I … drewniane łóżeczko dziecięce w wykuszu okiennym z pełną pościelą, które dostrzegłam natychmiast z niepokojem w głowie (przecież nie było mowy żebym miała sypiać z jej dzieckiem?!) - stoi tu bo nie mam gdzie umieścić – dorzuciła uspokajająco z tym samym uśmiechem. 
A zatem miałam tylko łóżko wolne. Wsunęłam więc walizkę pod łóżko i tak się zaczął horror.

W wiktoriańskim domu - rozdział 25

Pierwsze wrażenia w nowej pracy

  

wspomnienia wiedzmy















Wprowadzono mnie do typowego wiktoriańskiego domu, nie, nie, nie myślcie że zabytkowego, takie domy budowano jeszcze niedawno, a wiktoriański, bo architektoniczna kopia sprzed wieków, tak z zewnątrz jak i wewnątrz. 
Nabudowali tych domów miliony i wszystkie niemalże identyczne.
Każdy obowiązkowo z wykuszami okiennymi i kominkiem, a nawet czasami kominkami w każdym pokoju, tyle że dzisiaj służą często wyłącznie do ozdoby. 
Słynna Londyńska mgła, to był kominkowy smog, bo kiedyś tylko tak ogrzewano domy angielskie. Wyobraźcie więc sobie co było w powietrzu, ale od lat jest zakaz. 
Mieszkam tu długo i widziałam mgłę prawdziwą dwa razy.

Jak w kalejdoskopie - rozdział 24

Znowu zmiany

 

Ha, ha, ha … No więc NIE. Nie ma takiej opcji abym podjęła współpracę z tobą - oświadczyłam.
Człowiek, który nie szanuje własnych dzieci i własnego psa, jest zdolny do wszystkiego. 
Aż mnie drobny popłoch ogarnął, jak zobaczyłam oczami wyobraźni jakby ta współpraca z nią wyglądała.
Zresztą któregoś dnia poprosiła mnie abym została z małym podopiecznym do 15:00, bo ona musi jechać prosto z pracy coś niezwykle ważnego załatwić i zapłaci mi ekstra.
Jakież było moje zdumienie, kiedy po powrocie godzinę wcześniej niż zapowiadała, oświadczyła, że nie zapłaci mi bo nic nie załatwiła i przecież wróciła szybciej.
- Przepraszam najmocniej, ale ja spędziłam z twoim synem 7 godzin więcej, w czasie kiedy powinnam odsypiać noc, i co to za wymówka że nie zapłacisz bo nie załatwiłaś swojej sprawy?!
To ja mam płacić za twoje niepowodzenia? Zadziwia mnie sposób twojego myślenia.
….

Moje ciekawostki numerologiczne

Zabawne związki liczbowe 

 

Dzisiaj lekko i przyjemnie, a mianowicie o tym jakie odkryłam ciekawe zbieżności liczbowe u siebie i moich dzieci.
Zaczynam od mojej daty urodzenia.
Otóż oprócz tego że jestem urodzeniową mistrzowską jedenastką to na dokładkę moja data urodzenia zawiera jeszcze dwie jedenastki, bo dzień i miesiąc to 11 oraz miesiąc i rok też 11.
Nie dziwi mnie zatem dzisiaj, dlaczego Tarot tak bezpardonowo i boleśnie wybrał mnie, o czym napisałam TU.
Moje dzieci i ja urodziliśmy się kolejno w dniach miesiąca: 26, 27, 28, 29!
Moje dzieci i ja urodziliśmy się w kolejnych miesiącach: listopad -11, grudzień -12, styczeń - 1, luty -2
Moje córki dzieli 10 lat i moje wnuczki również.

A Wy? Doszukaliście się jakichś ciekawych zależności liczbowych w waszym życiu?

Acha! Zrobię numerologicznie Nowy Rok i rozłożę Tarota, bądźcie więc na bieżąco, bo na 2016 bardziej się przyłożę do przepowiedni niż zwykle. Sama nie wiem dlaczego, ale tak będzie.

Różdżka czarodziejska

Magiczna różdżka którą zrobiłam sama 


rozdzka czarodziejska































Tworzę z miłością magiczną biżuterię i nadszedł najwyraźniej czas na różdżki.
To już druga. Tą nazwałam Miedziana, z powodu miedzianych ozdób. Pierwsza, dłuższa od tej, i inna, w innej wizji, sprzedała się, zanim ją dokończyłam.
Ale ta!, czuję że jest moja. 

Smaki i zapachy emigracji - cz XV

Jak zwolniła mnie z pracy angielska kasa fiskalna 

 

Miałam sen z milionem identycznych bukietów robionych na czas.  
Raz tylko we śnie spadałam w przepaść – przerażające, i to był porównywalny sen.

Cierpiałam, ale nie byłam moim zdaniem jeszcze gotowa do rozpoczęcia własnego biznesu, choć warunki w UK są rewelacyjne, faaantaastyczneee! 

Samozatrudnienie - Self Employed wiąże się z rejestracją nie później niż po 3 miesiącach od rozpoczęcia działalności, co powoduje automatyczne składki ubezpieczeniowe w … śmiesznej wysokości, i bardzo poważnego nerwowego ataku śmiechu dostałam jak sobie porównałam złodziejsko krwiopijcze składki ZUS w Polsce, a mianowicie ponad 1000 zł. miesięcznie w roku pańskim 2001, kiedy nie wykazywałam dochodów a straty, bo dokładałam jeszcze do biznesu a dzisiaj - niewiarygodne ale prawdziwe, to już 2375,40 zł i to jeden z głównych powodów mojej emigracji, plus parę innych. 

Ogród wielopoziomowy na skarpie

Z zakamarków pamięci Wiedźmy

 

ogrod wielopoziomowy

 

 

 

 

 

 

 

 

 








Było takie miejsce na ziemi, gdzie panowała totalna szczęśliwość, do którego wracam czasami myślami zdając sobie sprawę że byłam w raju, o  czym nie wiedziałam w dzieciństwie i wczesnej młodości.
To było u moich dziadków, gdzie spędzaliśmy wakacje, święta i wolne dni przez wiele, wiele lat.
To miejsce było wyjątkowe pod wieloma względami. Sam dom był wyjątkowy. Stał na brzegu bardzo wysokiej skarpy nad Wisłą z takimi widokami niczym niezakłóconymi, że dech zapierało. Patrzyło się przez weneckie okna lub z ganku, na wijącą się rzekę w dole wśród zieleni i na zachodzące słońce tonące w wodzie co wieczór, w cudownych barwach, przy wtórze kumkających żab. Obłędnie piękne.

Z galerii moich klientów

Mój stały klient 

 

wies polska

Piszę dzisiaj o jednym z moich wieloletnich klientów, który mnie niezmiennie zadziwia i wprawia w zachwyt totalny. 
To młody prosty mężczyzna, człowiek ziemi, ktoś kto nie wie, że dzięki takim jak on nasza planeta jeszcze istnieje.
Przyszedł do mnie kilka lat temu ze strachem w oczach. 
Nie, nie, nie mnie się bał. Stracił poczucie wiary w sens tego co robi. 
Przyjechał do Londynu zarabiać pieniądze aby wesprzeć rodzinne gospodarstwo. 
Narysował mi to gospodarstwo na kartce, ze szczegółami.

 – Tu była wygódka, ale już zrobiłem prawdziwa łazienkę w domu, tu była taka dróżka do nas, o taka, ale teraz zrobiliśmy porządną drogę bitą, o taką, a tu jest staw co go oczyściliśmy, a teraz buduje, o tu, taka oborę nowoczesną … .

Wszystko to rysował i opowiadał z taką miłością i zachwytem, że wiedziałam że zetknęłam się z czymś wyjątkowym dzisiaj, najprawdziwszym. 

Tyrał jak szalony tutaj na lotnisku, a jednocześnie rozglądał się za kobietą, bo jak powiedział, czas już najwyższy założyć rodzinę.

Smaki i zapachy emigracji - cz XIV

Przemyślenia z kwiaciarni angielskiej

 

catting flowers style
























Układałam te kwiaty ciągle tak samo, dzień za dniem, godzina za godziną, ale wciąż nie traciłam nadziei i delikatnie podpytywałam kiedy i jak mogłabym się wykazać, co w ostateczności doprowadziło mnie do pewności, że nigdy nie zaistnieję w tej kwiaciarni kreatywnie. 
System jest twardy, nienaruszalny, niezmienialny, zarządzany odgórnie. 
To wielki biznes rodzinny (wiele kwiaciarni w najlepszych punktach Londynu) i tylko im wolno kreować… a w ogóle, o co mi chodzi, przecież się wykazuję tymi tonami identycznych bukietów na czas. 
Liderka wręcz, prosto w oczy, co u Anglików jest absolutnie niezwykłe, powiedziała że nie życzy sobie mojej kreacyjnej samowoli. DOŚĆ tego!

NIEMEN - mój osobisty kult

Moja miłość muzyczna


Na Niemenie się wychowałam, wielbiłam, słuchałam, znałam jego wszystkie utwory na pamięć i śpiewałam rozdzierająco całkiem nieźle. Sporo później dostąpiłam szczęścia spotkania osobistego i przegadania połowy nocy. Dokładnie tak wyglądał jak na tym zdjęciu, zdjął kapelusz, miał podpięte włosy wsuwką nad czołem z lewej.
Mój zachwyt jego twórczością uzupełnił się jeszcze o zachwyt osobowością.
Okazał się człowiekiem wyciszonym (sic!), niezwykle wrażliwym, eterycznym wręcz, mówiącym niemal szeptem (sic!), o ogromnej kulturze osobistej, co mnie wtedy zaskoczyło i wytrąciło z równowagi, bo spodziewałam się pijaka i ćpuna olewającego maluczkich.
To niezapomniane dla mnie spotkanie odbyło się na bankiecie (po jakiejś premierze, gdzie ja tańczyłam - dlaczego taka inteligentna kobieta robi nogami? - ON, dlaczego twoja inteligentna żona robi ciałem? - JA, a on zaszczycał gościnne na deskach), gdzie wszyscy pili, jedynie ON nie, jednak chętnie dotrzymywał towarzystwa, bawił się wspólnie do późna, po czym poszedł trzeźwiuteńki spać sam do swojego łózka hotelowego.
Cudowny człowiek, cudowny muzyk!
Dlaczego właśnie dzisiaj o nim piszę a nie w jego rocznicę śmierci na przykład?

Jak być szczęśliwym?

 Według Wojciecha Gabryelczyka - Buzinnes Coaching

jak byc szczesliwym



















A ja mam taki Rytuał Szczęścia:

WOLNOŚĆ

najważniejsza w życiu



lecace orly


WOLNOŚĆ to stan umysłu. 
Poczucie wolności jest intensywne, aktywne i żywe. 
Człowiek wewnętrznie wolny nawet skuty kajdanami będzie wolny, bo wolność to świadomość duszy, jak ktoś kiedyś powiedział. Wolność woli śmierć, powiedział ktoś inny i ja to doskonale rozumiem, bo wolałabym umrzeć niż dać się zniewolić, zmanipulować, zaszufladkować, wepchnąć w ramy, zastraszyć, skrzywdzić, czy też liczyć z opinią, lub wierzyć bezkrytycznie... jest tego więcej, znacznie więcej. 

Wewnętrzna wolność to WIELKA SPRAWA.  
Ja sama urodziłam się z niezwykłym poczuciem wolności i nie pozwoliłam jej sobie odebrać. A było cholernie trudno, czasami naprawdę dramatycznie, mimo to ochroniłam swoją wolność skutecznie. 
Nie wszyscy rodzą się wolni, a ci co ja mieli, dali sobie tę najcenniejszą wolność odebrać. 
To nigdy nie jest sprawa przegrana. 
W każdej chwili, w każdym momencie swojego życia możesz ją z powrotem odzyskać. Wszystko zależy wyłącznie od ciebie. 
Niektórzy mogą to zrobić natychmiast bo wiedzą w jakich siedzą  sidłach, więc wiedzą też jak się z nich uwolnić.

Inni, potrzebują nauki jak być wolnym człowiekiem, ale trzeba, bo to się przekłada na jakość życia.

Kiedyś zapytałam swoje córki, co najcenniejszego im podarowałam. 
Odpowiedziały zgodnie, że POCZUCIE WOLNOŚCI!

Smaki i zapachy emigracji - cz 12

Bukiety po angielsku

 

flowers bouquet



Byłam już w Londynie 2 miesiące a wylądowałam tu w maju, domyślacie się zatem że moje czapki i szaliki na bazarze to nie był super pomysł, z czego oczywiście zdawałam sobie sprawę, ale chodziło mi przede wszystkim o dotknięcie nieznanego. Inna sprawa że jakoś nikt się nie dziwił, wywołałam natomiast poruszenie, głównie wśród innych sprzedawców którzy przychodzili oglądać co mam i … zachwycali się kunsztem.
Ku mojemu zdziwieniu, sprzedałam trzy czapki w środku lata, co pokryło mi koszty dojazdu i wynajmu stolika.

Smaki i zapachy emigracji - cz XI

Camden Town po raz pierwszy































Zostałam zatem bez pracy, ale za to niewymownie szczęśliwa, przeszczęśliwa, zachwycona, bo odzyskałam swoje życie!!!
Co mam na myśli? Ano to, że hotel zabrał mi totalnie czas na cokolwiek innego poza wstawaniem o 4:30 rano żeby zdążyć na 7:00 – dotarcie zajmowało mi godzinę i 15 minut, powrót tyle samo, zjeżdżałam więc do domu skatowana późnym wieczorem i miałam siłę tylko na zjedzenie czegokolwiek usypiając pół metra nad poduszką. Zero życia towarzyskiego. Robótki, książki, tarot i szukanie wymarzonej pracy poszły w kąt, bo najzwyczajniej w świecie nie miałam na to czasu ani siły, a jeden wolny dzień w tygodniu przeznaczony był na zakupy do lodówki, odsypianie, odpoczynek. 

Skończyłam nie tylko z hotelem, skończyłam też z agencją pracy. Skończyłam z niewolnictwem raz na zawsze!

Smaki i zapachy emigracji - cz X

Opuściłam hotel z hukiem

Wysmarowałam potężny elaborat na temat absolutnie wszystkiego co zauważyłam w tym chorym hotelowym systemie: poczynając od niemożliwie wyśrubowanego czasu na sprzątnie pokojów i skutków tego, kończąc na wszechwładzy superwizor-ów, podając dokładnie przyczyny (próbowałam zebrać podpisy pokojówek, to w końcu dotyczyło ich wszystkich - żadna nie podpisała).

Drugie pismo dotyczyło agresywnego mobbingu na mnie z opisem i że domagam się zadośćuczynienia – próbowałam znaleźć poparcie dla swojej sprawy ... i tak samo jak wyżej, co było do przewidzenia skoro we własnej sprawie nie zareagowały. 

Oba podałam managerom ze stwierdzeniem ze właśnie zakończyłam raz na zawsze prace u nich. Dwa identyczne listy wysłałam poczta bezpośrednio do dyrekcji hotelu.
Wiedziałam że nie mam szans na szczególną uwagę bo spędziłam w hotelu półtora miesiąca zaledwie, żadnych podpisów – nie byłam więc wystarczająco wiarygodna. 

Jednak po miesiącu zostałam wezwana na przesłuchanie w tej sprawie, do jakiejś komórki odpowiedzialnej za rozwiązywanie podobnych problemów, gdzie spędziłam jakieś dwie godziny na zeznaniach, co się dzieje naprawdę w hotelu. I na tym się skończyło, a ja nie miałam ochoty dalej tego ciągnąć i drążyć, bo w głowie miałam już zupełnie inne rzeczy w tym czasie.

Inna sprawa, że gdybym dostała poparcie uczestniczek niedoli, zostałabym i walczyła na śmierć i życie, ale dały nogę.

Co jakiś czas, zbyt rzadko, wybuchają ostre protesty przeciwko bezpardonowemu wyzyskiwaniu podstawowych pracowników przez najdroższe hotele świata - to nie tylko Marriott. Rządy próbują coś zrobić, narzucając na przykład konieczność wydłużenia czasu na robienie pokoju, podniesienie stawek, bardziej ludzkich wymagań itd. …, ale to działa tylko w momencie awantury, po czym wszystko wraca do 'normy'.


Więcej będzie jak najbardziej i dziękuję poganiaczom za poganianie mnie na dalszy ciąg.

 Wszystkie części - Smaki i Zapachy Emigracji

Polecam

Komórki wiecznie żywe?

  Woda plazmowa Komórka jest nieśmiertelna.  To odkrycie z 1914 roku za które przyznano Nobla.   W 1912 r. naukowiec dr. Carrel opublikował ...