Psie życie - rozdział 22
Tragiczny los
Sen z
powiek spędzała mi jeszcze sytuacja psa w tym domu.
Otóż kochani
właściciele czworonoga, zrobili mu pod schodami w
przedpokoju, zamknięty boks wielkości ... samego Silvera. Słowo! Ten gigantyczny
pies (podobny do tego na zdjęciu), nie mógł się tam obrócić wokół własnej osi, a siedział w tej klatce caluteńkie dnie z wyjątkiem godzinnego spaceru, czasami krócej,
a czasami trochę dłużej. Biedak gryzł szczeble swojego więzienia za co był surowo karany, gryzł więc wtedy, kiedy nikt nie widział i zachowywał się dość nieprzewidywalnie. Łapał zębami kiedy się przechodziło obok, wyskakiwał nagle do góry próbując jakoś dotknąć człowieka, no różnie. Tragedia!
Nie mogłam, musiałam,
zapytałam.
-
Dlaczego Silver nie biega po ogródku? Przecież takie psy powinny
biegać 40 km dziennie.
- Nie
wypuszczamy go bo szaleje i niszczy ogródek. On jest głupi.
- To akurat nie jest dziwne. Kto by nie szalał po wyjściu z takiego karceru. A poza tym w ogródku nic nie ma. Tylko trawa.
- Wyrywa trawę i
wnosi brud do domu, a ja nie mam czasu na sprzątanie po nim.
- Ale
przecież jak się ma psa, to trzeba mu zapewnić warunki do
normalnego psiego życia.
- Ja go
nie chciałam. To jego pies, więc niech on się martwi –
zakończyła dobitnie z zaciętym, topornym uporem.
Dotarło do mnie natychmiast, że tu nic nie wskóram, absolutnie nic.
Patrzyłam
na tego psa codziennie i czułam ból dzień w dzień.
Miałam świadomość
że to Brytyjczykom zwierzęta zawdzięczają swoje prawa na świecie. Ustawy dające pierwszą prawną ochronę zwierzętom w
Anglii wprowadzono już za czasów rządów Olivera Cromwella, ale wtedy
myślałam jeszcze po polsku i
nie wiedziałam jakiego świra mają Anglicy na punkcie zwierząt, są
wręcz przewrażliwieni i że wystarczy byle co, aby tu stracić zwierzaka. Co więcej, nie trafiają
do schronisk, bo ich po prostu nie ma.. Podejmowana jest
natychmiastowa akcja znalezienia domu adopcyjnego, a do tego czasu
zwierzę przebywa pod kontrolą lekarską.
Gdybym miała tę dzisiejszą
wiedzę wtedy, wykonałabym telefon. A tak boli mnie serce do
dzisiaj.
Trafiłam do domu zaszczutego psa i szczutych dzieci..
Delektowanie się zatem dużą ilością wolnego czasu nie było łatwe. Zaczęłam szukać dodatkowego zajęcia popołudniami. Znów padło na kwiaciarnię.
Jeszcze byc moze nie wszystko stracone! Trzeba zadzwonic do Rspc lub podejsc do nich na Hanwell!;)
OdpowiedzUsuńJa nie trafie na ta wieś, a nazwę zapomniałam, tyle lat ... a byłam tam króciutko, tylko miesiąc wiec mam prawo nie pamiętać, tym bardziej ze mnie tam zawieziono i odwieziono.
Usuń