poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak mądrze się rozwieść?!















To artykuł dla kobiet, nie zapraszam więc panów do czytania. No chyba że już rozwiedzeni. 
Kochane moje, rozwodziłam się dwa razy, oczywiście najlepiej byłoby za porozumieniem stron i zostać przyjaciółmi, ale nie było to możliwe więc, dostałam wszystko co chciałam. Dlaczego? Otóż dlatego, że byłam zabezpieczona (przypadkiem, z lenistwa) w dokumenty, rachunki, wszelkie papiery.
Nienawidzę papierkowej roboty i chyba dlatego nigdy niczego nie wyrzucałam, leżały sobie latami w totalnym rozgardiaszu, bez jakiegokolwiek zainteresowania z mojej strony – tak było do pierwszego rozwodu. Kiedy zaczęło się robić nieciekawie u nas i stwierdziłam że należy koniecznie zakończyć ten związek, jeszcze przed złożeniem sprawy rozwodowej zamykałam się z papierami i z obrzydzeniem przeglądałam co tam jest, znajdując perły dowodów że to ja właśnie najwięcej pieniędzy zainwestowałam w nasz dorobek, dokumenty ile zarabiał mój mąż i wiele innych które się wspaniale przydały. Dobrze mieć też listy, jeśli były w nich poruszane jakieś sprawy, o których będzie mowa na sprawie. To nieprawda, że sąd uważa, że skoro byliśmy razem w małżeństwie to wszystko należy podzielić sprawiedliwie na członków rodziny. Brednie wierutne. Nigdy tak nie było, nie jest i nie będzie. Nigdy w życiu też nie poświęcajcie dla małżeństwa przyjaciół. Przyjaciele to oprócz fajnego życia razem, również fantastyczna podpora w takiej sytuacji, bo pójdą do sądu i zeznają jak było. Im więcej świadków tym lepiej. Trzeba jeszcze zabrać na sprawy odwagę żeby mówić o rzeczach, o których normalnie nie chce się nikomu opowiadać.
Ja miałam to wszystko i wygrałam tę pierwsza sprawę koncertowo.
Do drugiej sprawy rozwodowej przygotowywałam się już zanim wyszłam za mąż. Właściwie weszłam w związek małżeński, żeby się dobrze rozwieść. Jak to było? Otóż byłam w sześcioletnim związku z mężczyzną w którym się zakochałam na amen, a który nie nadawał się w żadnym wypadku do zakochania, na partnera, a tym bardziej do małżeństwa. Wyrzucałam go przez te lata setki razy z mojego życia, ale nie dał się wyrzucić, zawsze znalazł sposób żeby mnie udobruchać, a ponieważ kochałam jak idiotka jakaś, dawałam się omamiać i w końcu któregoś dnia rozejrzałam się wokół siebie bardzo dokładnie i stwierdziłam, że zabrnęłam za daleko, posunęłam się mocno w latach i jak go wyrzucę, to będę miała bardzo trudny start w nowe samotne życie. Powzięłam więc dalekosiężny plan: wyjdę za niego za mąż, pobędę jeszcze trochę w małżeństwie, wytrzymam skoro wytrzymałam jak dotąd 6 lat, po czym się rozwiodę udowadniając mu winę z alimentami na mnie.
Z pójściem za mąż nie było problemu, bo mój niewłaściwy partner maniakalnie mi się oświadczał więc po prostu przyjęłam kolejne oświadczyny i tak w wieku 49 lat wyszłam po raz drugi za mąż (wyszłam za mąż, zaaaraz wracam – jak w tej piosence). Tym razem dokumenty do rozwodu miałam w najlepszym porządku i bezpiecznym miejscu z naszego wspólnego życia bez papierka, a potem już tylko dokładałam następne po podpisaniu papieru. Postarałam się też o to, żeby przyjaciele widzieli jak najwięcej. Znów wygrałam, wygrałam fantastycznie. Mogłam zacząć nowe życie!

Trzymajcie więc wszystko jak polisę ubezpieczeniową, proście przyjaciół o pomoc i zaopatrzcie się w determinacje nie do pokonania, taka determinacja uzbroi was w odwagę. Myślcie o tym, co będzie jeśli nie wygracie, to wam pomoże pójść na całość.