środa, 16 listopada 2016

Chinka w żądzy zemsty - rozdział 34

i ja realizująca swój plan krok po kroku


smaki i zapachy emigracji

Z żelazną konsekwencją realizowałam swój plan.
Przemknęłam do łazienki i wzięłam błyskawiczny prysznic, bez zasłonki.
Byłam umówiona z przyjaciółmi u nich w domu, tymi z którymi mieszkałam dużo wcześniej drzwi w drzwi. Zadzwoniłam w trakcie szarpiącej drzwiami Chinki – co tam się u ciebie dzieje? – zareagowała na łomot przyjaciółka. 
- Opowiem Ci jak dojadę.
Dość długo się nie widzieliśmy, bo by dotrzeć tam, musiałam przejechać cały Londyn ze wschodniej strony na zachodnią. Zszokowałam ich opowiadaniem o porąbanej Chince. 
- A tak naprawdę chcę Was zapytać, czy wiecie może kto ma do wynajęcia pokój? Wy bywacie bardziej. 
- My mamy przecież wolny pokój. 
- Czyli mogę się do was wprowadzić w poniedziałek. Poproszę na tyle, ile mi zajmie znalezienie dobrego miejsca dla siebie? 
- Możesz się wprowadzić na dłużej, bo mały śpi w naszej sypialni i to jeszcze potrwa. Jesteś dla nas gwiazdką z nieba, bo mieszkanie jest strasznie drogie, więc będziesz wsparciem w opłatach. Nikogo obcego nie możemy przyjąć na pokój, bo dostajemy dofinansowanie i przepadłoby gdyby fiskus się dowiedział, a potrzebne, bo dokąd ja zajmuję się małym i nie zarabiam, ledwo ciągniemy.
Przyznałam im się, że na to właśnie liczyłam. Bardzo liczyłam.

Przeprowadzili się z naszego poprzedniego wspólnego domu do przepięknego mieszkania, które udało im się wynająć w dobrym miejscu, bliżej centrum i blisko do wszystkiego. Byłam oczarowana tym mieszkaniem od pierwszej chwili, od parapetówki na którą zostałam zaproszona.

Najpiękniejsza była podłoga, z najprawdziwszych desek pomalowanych na … krwisty kolor, za którym osobiście nie przepadam w domu, ale tu nadawał wnętrzu wyjątkowości, pewnie dlatego że w salonie stała na tej czerwieni równie czerwona duża szafka z szufladami, a miękkie meble w graficie i wspaniała duża ława drewniana z okuciami.








I okna, wprawdzie otwierane durnie po angielsku, ale duże, podwójne i wychodzące na wspaniały zadbany park, w którym świergotały cudownie ptaki bez umiaru.

Od poniedziałku zatem moja artystyczna dusza znajdzie się we właściwym domu.
Jeszcze u nich zamówiłam telefonicznie transport z miejsca na miejsce, na wszelki wypadek przed wieczorem, bo nie wiedziałam, ile mi zajmie zmuszenie Chinki do wypłacenia mi pieniędzy.
Pozostało mi zatem już tylko spakowanie się do końca.
Błyskawicznie poszło. Piątek, sobotę i niedzielę miałam na umówione sesje tarota i na przyjemności dla siebie, czyli zwiedzanie, kino, spacery po parkach licznych Londyńskich, w zanurzeniu w sobie, w poszukiwaniu nowych opcji na dalszą drogę.

Jeden pomysł, pod wpływem Szczuplutkiego, który rzucił raz, kiedyś – jak chcesz, zrobię Ci stronę internetową na twoje rzeczy, bo szkoda tego nie pokazywać – na co wtedy nie zwróciłam szczególnej uwagi, nagle, w St. James's Park, rozbłysł mi gejzerem światła. To było coś takiego, co spowodowało, że nie mogłam się doczekać poniedziałku, nie spałam, w nocy grzebałam w internecie poszukując najpiękniejszego szablonu do strony, liczyłam literki numerologicznie biedząc się nad nazwą... . Dopadła mnie pasja z taką siłą, jak nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się.

Tymczasem, jeszcze się muszę boleśnie dla Chinki wyprowadzić.
Najlepsze w tym wszystkim, że w głównej mierze ona sam się ukarze, bo zrobiła z domu taki chlew, że nie było jak przejść aby się na czymś nie pośliznąć lub potknąć. Ta małpa przygotowywała horror dla mnie na poniedziałek. Kiedy nastałam, myślałam, że gorzej już nie może być, nie doceniłam jej w tej materii. Wyciągnęła nawet zwinięty i upchnięty gdzieś, obsrany i obszczany, śmierdzący dywan, bo jak wiecie jej córeczka biega w domu bez pieluch i ten dywan wcześniej sobie szczególnie upatrzyła. Zachwycona, poinformowała mnie, że go upiorę i przestała już dopytywać, czy jednak zajmę się fotelem i lampą. Pławiła się już wyłącznie w obmyślaniu zemsty na mnie.
Ja natomiast, w sobotę przed wyjściem, zostawiłam w widocznym miejscu karton, bo kartka zniknęłaby w tym śmietniku, a więc karton z wielkim napisem: Zostaw proszę Cię pieniądze dla mnie na jutro.
Kiedy wróciłam późnym wieczorem, zastałam moją wiadomość stłamszoną i rzuconą na podłogę, tak jak przewidziałam. Dobra nasza!

Wszystkie odcinki