piątek, 6 maja 2016

Kim jesteś dla koncernów farmaceutycznych?

Biznes farmaceutyczny produkuje chronicznie chorych ludzi i z tego czerpie MEGAzyski 

 

A więc co z Tobą?
Nabijasz dochody koncernom farmaceutycznym rujnując jednocześnie swoje zdrowie?
Ze mną jest po prostu fatalnie pod tym względem!
Obecnie w moim domu można znaleźć kilka tabletek i to tylko dlatego że padłam ostatnio na wredną grypę którą złapałam od własnego wnuka.
Padłam totalnie i dosłownie, bo leżałam w charakterze warzywa 3 dni z potwornym bólem całego ciała i gorączką taką, że byłam pewna że mózg mi się ugotuje.
Co zrobiłam? Nic. Oprócz okładania czoła lodem.
Drugiego dnia przyszła do mnie przyjaciółka z którą byłam wcześniej umówiona na energetyczny masaż dotykowy dla niej. 
Oniemiała w drzwiach. Nigdy wcześniej nie widziała mnie chorej.

Po krótkim wywiadzie co mi jest, pobiegła do apteki i przyniosła mi paracetamol i nurofen za moją niechętną zgodą.
Nie zgodziłam się natomiast na zaprowadzenie do lekarza, ani na jakieś antybiotyki które zaproponowała mi dostarczyć ze swojej obficie zaopatrzonej domowej apteki, nie apteczki, bo to apteka.
Nie chciałam też rosołu ani nic innego do jedzenia bo mój organizm zaordynował głodówkę, a ja słucham swojego organizmu.
Ponieważ byłam prawie trupem, w dodatku cierpiącym z bólu, telepiącym się z zimna pod trzema kołdrami z gorączki, tego dnia wzięłam 1 (słownie jeden) paracetamol, przespałam 16 godzin, wzięłam następny jeden!, i trzeciego dnia wypadłam z łózka jak nowonarodzona.
Energia mnie wprost rozrywała, choć w dalszym ciągu nic nie jadłam, oprócz picia przez ten cały czas wody. Jakiekolwiek zapachy żywności, a nawet moich ziołowych herbat odrzucały mnie.
Piłam tę wodę jeszcze kilka dni bez jedzenia, pracując w zawrotnym tempie z niewyobrażalną kreatywnością. Obłędnie cudownie mi się działało.
Wróciłam do jedzenia bardzo ostrożnie, zaczynając od maleńkich lekkostrawnych ilości.

To rzadki przypadek abym wzięła jakąkolwiek tabletkę. Nie ma u mnie w domu żadnych leków miesiącami a nawet latami. Ta grypa nie pokonała mojej głębokiej wiary, że mój organizm poradzi sobie z każdą chorobą sam. Zadziałał tu przypadek. Dostarczono mi lek! Gdyby nie odwiedziny przyjaciółki, moje ciało i tak dałoby sobie radę.
Że co? Że bez lekarstw bardziej się cierpi?
Owszem, ale tylko przez chwilę, bo kilka dni w życiu to chwila i wytrzymam tę chwilę od czasu do czasu, a właściwie bardzo rzadko, w zamian za zdrowe nie zrujnowane chemią ciało.
Kochani! Jestem starszą damą, która żyje w dobrej, a nawet doskonałej kondycji, bez lekarzy i lekarstw przez cale życie. 
Jak to robię? Napiszę w następnym odcinku.
A tymczasem obejrzyjcie te dwa filmy. Trzeba kochani. Trzeba!