piątek, 16 października 2015

Smaki i Zapachy Emigracji - cz XVIII

Srogi i fatalne spóźnienie na Camden

 















Srogi, to typowy Anglik w wieku … hmm, nieokreślonym, ale z pewnością młodszy ode mnie. Długi, cienki, wręcz wiotki, obciągnięty bladziutką skórą nie cierpiącą słońca, z opuszczonymi kaprawymi oczkami w zaparowanych okularkach drucianych, trzymających się na dużych uszach wąskiej głowy ze sporą łysiną. 
Taki Książę Karol w gorszym wydaniu. 
Jedyne, co mi się u niego niewątpliwie podobało, to dziewczęce rumieńce zalewające mu blade lico na mój widok.


Mój londyński scenariusz ustalił się taki. 
Tydzień roboczy spędzałam w domu z robótkami i klientami na tarota, lub szalałam z przypadkowymi modelkami, czyli zaczepianymi co ładniejszymi dziewczynami z pytaniem, czy da się sfotografować w moich rzeczach i 99% nie odmawiało. 
A w weekendy od piątku do niedzieli jeździłam na Camden. 
Niczego nie wymyślałam, samo się tak ułożyło, bo na Tarocie zarabiałam więcej niż na swoich czapkach, natomiast tylko weekendy dawały jakieś pieniądze na Camden. Brałam więc stolik na 3 dni i nie musiałam wozić, tachać, ciągnąć, targać - uff, wszystkiego i rozkładać za każdym razem, bowiem po zakończeniu dnia handlowego, każdy przykrywa swoje stoisko i zostawia na noc. 
Bazary są zamykane i pilnowane. Nic nie ginie.
To właśnie do oczekującego, przykrytego stoiska dotarłam raz, w sobotę po trzynastej, z trzech powodów: zaspałam, linie metra dowożące najszybciej okazały się być w remoncie cała sobotę i niedzielę, nie wiedziałam jakimi autobusami mam się tam dostać, musiałam więc ogarniać tę więdzę w pędzie. Dojazd busami to trzykrotny czas, a tego dnia czterokrotny, bo Londyn z wiadomych powodów się zatkał. 

To w ogóle cud, że udało mi się wytrwać i dotrzeć. 
Gdyby Srogiemu przyszło do głowy opieprzyć mnie wtedy, pogryzłabym go na miazgę!
To był fatalny dzień dla mnie – oprócz rumieńca szczęścia że jednak dotarłam, co wywołało trzęsienie Camden z powodu rozszalałej plotki. 
To był dzień, który rozpoczął serię nieprzewidzianych wydarzeń niwelujących moje ułożone już jako tako, całkiem miłe życie zmierzające do takiego jak lubię, oddalających najbliższe plany w niebyt. 
CDN