poniedziałek, 26 stycznia 2015

Smaki i zapachy emigracji - cz VIII

Praca w pięciogwiazdkowym hotelu

marriott pokoj
Dotarłam do Hotelu Marriott (godzina jazdy w jedna stronę) z ciekawością i nadzieją. Zostałam przywitana wylewnie, niemalże serdecznie i skierowana na błyskawiczny kurs sprzątania pokojów, gdzie okazało się, że … w ogóle nie umiem sprzątać, a wszystkie opinie o mnie jaka to ja jestem porządna i czysta mogę sobie wsadzić.

Każda z pokojówek ma cały wózek detergentów i szmat, i nie chodzi o samo sprzątanie, ale o sterylizację całej powierzchni do ostatniego zarazka. Każdy pokój jest czyszczony od sufitu po podłogę i świąteczne wielkie domowe sprzątanie przy tym to maluteńki pikuś.


marriott lazienka
To szorowanie w łazience wszystkiego i w każdym najmniejszym zakamarku z użyciem żrących substancji tak silnych, że trzeba chronić każdy milimetr skóry, to mycie okien, karniszy, wycieranie kurzu zewsząd, kompletna zmiana pościeli z posłaniem łózek według wymogów hotelu - wszystkich identycznie, wymiana ręczników i szlafroków, uzupełnianie barku i drobiazgów w szufladach i w łazience, odkurzanie, dokładanie lub zabieranie poduszek, koców, wieszaków, sprawdzanie działania lamp, telewizora, telefonu, sejfu … . I na to wszystko jest pół godziny na pokój! Taki regulamin.



Po czym przychodzi supervisor-ka i sprawdza czy nie ma plamki z wody na lustrze, jakiegoś mini włoska w muszli, czy kurzu na ramie obrazu … .










Zaczęłam jeździć na szmatach, w tym pięknym ubranku, z obłędem w oczach, w tempie kierowcy rajdowego Formuły 1, z półgodzinną przerwą na lunch, z której często nie korzystałyśmy, bo się nie wyrabiałyśmy z 15 pokojami przewidzianymi do sprzątnięcia w ciągu 7,5 godziny po odjęciu przerwy.
Jeśli nie wyrobiłyśmy normy, musiałyśmy zostawać po godzinach żeby zrobić wszystko.

To straszna praca, nie tylko z powodu narzuconego wściekłego tempa, ale i trzeszczącego kręgosłupa przy ścieleniu wielkich łóżek, przy przerzucaniu dwa razy w tygodniu materacy na drugą stronę, z powodu ganiania do składzików często odległych bo tylko po dwa na pietrze, z brudami i po czyste na zmianę, targaniu ze sobą pełnego wózka i hufera z obowiązkowym przyklejonym dla gości uśmiechem na twarzy, ciągłej obawy czy brygadzistka nie zawróci cię do poprawienia czegoś, bo to nagminne, a czas znika.

Chyba po raz pierwszy w życiu pogratulowałam sobie, że byłam zawsze Człowiekiem dla obsługi hotelowej, wtedy, kiedy podróżowałam po całym świecie z ostatnim byłym mężem i zatrzymywaliśmy się w pięciogwiazdkowych hotelach, bo on tak ma.
Wtedy absolutnie nie zdawałam sobie sprawy, jak strasznie ciężka i koszmarnie źle opłacana to praca, do kompletu wredna, bo goście ciągle składają skargi o jakieś duperele, drobiazgi, głupoty. Pogratulowałam sobie że nigdy nie byłam z tych roszczeniowych gości, kiedy znalazłam się dokładnie po drugiej stronie lustra.

Ciąg dalszy nastąpi ...

Wszystkie części - Smaki i Zapachy Emigracji

2 komentarze:

  1. Cudowny opis i jakze prawdziwego zycia! Dziewczyny jada oprocz tego ze na szmacie to jeszcze na tabletkach p/zapalnych i p/bolowych....

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie doszłam do tabletek bo przedtem uciekłam, ale tak jest.
    Dzieki za komentarz Maja
    Sedecznosci

    OdpowiedzUsuń