sobota, 29 marca 2014

Z cyklu: moje spotkania


Postanowiłam wynająć jeden pokój. Koszty mieszkania w Londynie są hiper wysokie, a ja mam w planie odnowienie mieszkania za 3 miesiące i potrzebuję na ten cel extra pieniądze.
Dałam ogłoszenie i zaczęło się niemal od razu oglądanie. Przyszło kilka bardzo ciekawych egzemplarzy ludzkich, na co byłam psychicznie przygotowana bo w Londynie to normalka, ale wczorajsza pani przebiła wszystkich. Weszła, a właściwie wkroczyła dumnie, dość elegancka, zadbana Murzynka, trochę po czterdziestce i już od drzwi modulowanym głosem oświadczyła, że jest prawniczką, w tej chwili mieszka w hotelu, bo normalnie mieszka w Szwajcarii,
musi tu być jeszcze 3 lub 4 miesiące i potrzebuje miejsca gdzie będzie miała kuchnię, bo ma dość hotelowego jedzenia i w ogóle więcej normalności w czystym, ciepłym (jak tu się grzeje?) i przytulnym mieszkaniu. Spędziła u mnie około pół godziny, nie przestając grzebać w telefonie komórkowym, a w tym czasie dowiedziałam się dalej że: przedtem mieszkała w UK, wyszła za mąż za arystokratę – jego brat jest baronetem tu w Londynie, mąż zmarł na zawał serca, ma syna dwudziestoletniego na uniwersytecie, tu zdjęcie z komórki – zobacz, ma jaśniejszą skórę po białym ojcu (nie ma), ma trzynastoletniego bardzo rasowego psa – tu zdjęcie z komórki – którego trzyma u Londyńskich przyjaciół, te dywaniki trzeba będzie usunąć bo ona jest po ciężkiej operacji płuc w najlepszej klinice austriackiej i nie może być kurzu. W momencie kiedy się dowiedziała, że ja to Polka, natychmiast dostałam potok informacji, że jej nianie i sprzątaczki zawsze były z Polski, bo Polki to takie ciepłe osoby i w ogóle ona sama jest jak Polka, bo przyjaźni się niemalże wyłącznie z Polakami i ci przyjaciele od psa to też Polacy. Zaraz będzie musiała iść, jest taka zmęczona, ale znajomi zaprosili ja do ekskluzywnej restauracji na kolację, nie ma ochoty, ale musi tam być, bo bardzo się za nią stęsknili. Była żona arystokraty raczyła wstać, informując mnie, że da znać kiedy się wprowadzi. Fakt, że to ona była U MNIE nie miał dla niej znaczenia.
Musiałabym uderzyć się bardzo mocno w głowę, żeby ja przyjąć pod swój dach.

Moja diagnoza: Nachalna Mitomania
W 1905 powstało pojęcie mitomani lub pseudologia fantastica, zdefiniowane przez niejakiego Drupiego. Według tejże definicji , mitomania to patologiczna skłonności do kłamania, mijania się z prawdą i opowiadania nieprawdziwych historii, przedstawiających najczęściej opowiadającego w korzystnym świetle. Pseudologia różni się tym od zwykłego kłamstwa, że osoba opowiadająca, sama nie jest w stanie oddzielić prawdy od własnej fantazji. Zaletą tego stanu jest to, że żaden wykrywacz kłamstw w starciu z mitomanem nie wygra.
Mitomania występująca u małych dzieci nie jest groźna, wiąże się ona z wybujałą jeszcze w tym wieku fantazją i chęcią przeżywania tego, co zobaczyły w bajkach. W wieku nastoletnim powinny wyrosnąć z fantazjowania. Gdy przypadłość pozostaje u dzieci już dużo starszych i ludzi dorosłych, należy zacząć się bać!

Że co? Że może tak być? Jasne że nie może. Żaden, powtarzam żaden angielski arystokrata, nawet najbiedniejszy, bezdomny, czy idiota, nie weźmie ślubu z nie-arystokratką, a do tego z takim kolorem skóry?! Absolutnie wykluczone. To hermetyczna kasta. Musiałby zniknąć z niej na zawsze. Historia zna tylko parę przypadków dopuszczenia się mezaliansu, który zawsze kończył się wykluczeniem.