czwartek, 16 stycznia 2014

Jak telepatycznie nadałam imię wnuczce?!



Chyba jak wszyscy mam telepatyczne przebłyski a może nawet więcej, bo jak wiadomo wiedźmy powinny, ale nigdy się specjalnie tą dziedziną nie zajmowałam bo to co jest w zupełności mi wystarcza. Wiem 90 na 100 kto dzwoni do mnie, ściągam myślami długo, za długo według mnie milczących z najdalszych miejsc na świecie, a już najbliższym kochanym, idę robić herbatę lub coś innego i jak stawiam przed nosem, pada pytanie: - skąd wiedziałaś że chcę? I tym podobne. Ale to co się zdarzyło 10 lat temu do dziś spędza nam sen z powiek z zadziwienia. Moja ciężarna córka w Australii powiedziała że chce dać dziewczynce na imię Gabriela, po mnie, na moją cześć. Przysięgam, myślałam o tym wcześniej i to intensywnie, ale tylko myślałam, bo nie wypada przecież zaproponować własnego imienia. Wiadomość mnie uszczęśliwiła niewymownie, zachwyciła, oczarowała i … no nie będę się tu rozpisywała jaka byłam szczęśliwa. Niestety, ojciec dziecka wypiął się na taki pomysł mocno i oświadczył, że on imię już wybrał dawno i ona jest i będzie Kayla (Kajla). Moja krew oponowała oczywiście, ale nie mogła zbyt mocno się upierać, bo w zasadzie to on właśnie powołał na świat wnuczkę nie tylko swoim dopełnieniem jajeczka ale również uporem nadludzkim, ponieważ moje dziecię nie chciało mieć dzieci w ogóle. Zdołała tylko wytargować Gabriela na drugie. Tatuś zaraz po narodzinach poszedł do urzędu sam zarejestrować dziecko i stało się. Z niechęcią wołałyśmy na maleńką Kajla a w głowach Gabrysia, ale tatuś pilnował i podsłuchiwał czy jesteśmy w zgodzie z rejestracją. Wróciłam do Polski a córka zaczęła załatwiać paszport wnuczce, żeby przylecieć z małą przy cycu, najpierw do mojej młodszej latorośli do Grecji, po czym wszystkie do mnie. Bilety leżały wykupione w szufladzie komody, a Urząd zwlekał i zwlekał, termin odlotu zbliżał się niebezpiecznie, w końcu ponaglony, oświadczył, że oni nie mogą nigdzie znaleźć Kayla, że nie ma takiego dziecka. Blady strach padł na nas, i nie dlatego że w ich papierzyskach a raczej komputerach nie było dziecka, bo fizycznie była przecież, ale że nie zdążą na lot przez śmietnik urzędowy i wszystkie plany szlag trafi. W końcu znaleźli, ale …. nie Kayla Gabriela ich nazwisko, tylko Gabriela ich nazwisko, data urodzenia, szpital gdzie przyszła na świat, adres itd. te same. Jej pierwsze imię Kayla wsiąkło, przepadło, zniknęło, tabula rasa, jakby nigdy nie nadano jej tego imienia. Tatuś dziecka szału dostał. Gdyby to nie on ją zapisywał, tylko my, chyba by się z nami jakoś rozprawił. Wyzywał nas od podłych wiedźm, za każdym razem kiedy słyszał Gabrysiu do swojej córeczki, dopóki się nie przyzwyczaił. Tu bardzo wiedźmowaty mój rechot, ha, ha ha ha ha … .