czwartek, 13 czerwca 2013

Wygląd – część druga – metkowcy.

To płaszcz z rosyjskiego sobola ( drapieżnik z rodziny łasiczkowatych), którego cena sięga 95 tys. dolarów (ten duzy, nie wiem ile ten maly). Zapomniałabym napisać o metkowcach. Sama wymyśliłam te nazwę? Czy gdzieś już słyszałam? Czytałam? Marynarka Hermenegildo Zagna, buty od Louisa Vuitton, bielizna od Dolce&Gabbana, koszula od Gianni Versace a garnitur od Armaniego i jeszcze jakiś ładny dodatek marki Prada a okulary słoneczne Tag Hauer, zegarek Patek Philippe a kurtka czy płaszcz Hugo Boss lub Calvin Klein … . Obłędne pieniądze!
Jeśli ktoś wychodzi z jakiejś rezydencji w takim zestawie to ma i na to. Większości na to nie stać, a jednak za nic na świecie nie założą na siebie niczego bez drogiej metki. O co w tym chodzi? O podniesienie własnej wartości. Nie bez powodu wielkie firmy wymyśliły swoje metki na wierzchu. To właśnie dla tych zakompleksionych, którzy muszą podciągnąć samoocenę w lustrze i oczach innych. Tylko komu imponują? Ano podobnym do nich. I tak się podglądają w tym swoim świateczku, kto ma droższą firmę na sobie. Musi być koszmarnie dużo tych metkujących się (to już na pewno sama wymyśliłam), bo firmy markowe zbijają kokosy nawet w kryzysie światowym. Nie jestem totalna przeciwniczka markowych rzeczy, skąd, zawsze lubiłam dobre buty, dobre torby a już zupełnego świra miałam na super bieliznę (po co ci takie majtki, przecież tego nie widać – mówiła moja mama), ale żeby wszystko? W życiu. Już chociażby dlatego, żeby nie wyglądać jak cala reszta świata, bo przecież markowe, to również modne, ostatni krzyk mody i produkują ten krzyk w tysiącach, milionach. I podróby jeszcze, w miliardach, we wszystkich rozmiarach. Brrrrr!!!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...