wtorek, 5 marca 2013

ROZPACZ trzeba wyrzucić z siebie

Rozpacz zatrzymuje nasz świat. Rozpacz sprawia, ze jesteśmy zanurzeni w całości w cierpieniu, w środku tego cierpienia i nic innego nie czujemy. To może trwać krótko, dłużej lub (najrzadziej) nawet do śmierci zrozpaczonego. Próby wyciągania kogoś z tej zapaści na początku są bezcelowe i tak naprawdę okrutne. Trzeba dać czas na żałobę.
Przeżycie żałoby jest konieczne żeby potem w miarę normalnie móc żyć dalej. Rozpacz trzeba wykrzyczeć i wypłakać. Wspieranie kogoś na dnie rozpaczy powinno polegać na nienachalnym byciu w pobliżu, służeniu za gąbkę w zbieraniu łez, byciem słuchaczem. Są ludzie którzy nie potrafią płakać, to te trudniejsze przypadki i tych należy prowokować do płaczu. Zamykanie bólu w sobie powoduje ze się nigdy z niego nie wydostaniemy. Jeżeli nie potrafimy zmusić zrozpaczonego do wyrzężenia, wykrzyczenia, wypłakania, wyrzucenia tego koszmaru z trzewi, trzeba znaleźć kogoś kto tego dokona. Zdarza się, ze niektórzy popadają w swoisty letarg, to rodzaj samoobrony mózgu przed cierpieniem. W takim letargu nic się nie czuje, ale tez nic nie interesuje, nic nie obchodzi. Człowiek zamienia się w żywego trupa. To najgorsza odmiana rozpaczy. Kimś takim trzeba mocno potrząsnąć, czasami nawet kilka razy żeby się ocknął i zaczął czuć, bo z bólu łatwiej wyciągnąć niż z niebytu. TRZEBA krzyczeć, wykrzyczeć z siebie wszystko aż do ostatniej łzy i zacząć od nowa żyć!